Szkolenia z uwodzenia czyli kto jeszcze chce być samcem alfa cz.5

Z progresją umiejętności w uwodzeniu jest trochę jak w rozwojem w sporcie.
W Polsce każdy chłopak kiedyś grał w piłkę nożną i jako dorosły jako kibic zna się świetnie na wszelkich piłkarskich rozgrywkach. Tylko jakoś sam nie potrafi nic wielkiego osiągnąć.

 

Całe rzesze młodych chłopców szkołach gra z mniejszym lub większym zapałem w piłkę nożną. To łatwe, fajne, przyjemne i dostarczające emocji, których młody mężczyzna pragnie. Amatorski poziom (jakich osiągnie pewnie 99,5%) całkowicie zaspokoi grających pod moim blokiem na boisku chłopaków.

 

I to jest dobre.

 

A jeżeli nasz dorastający facet chce osiągnąć coś więcej to „po prostu” granie w piłkę z kolegami 2-3 meczyki w ciągu tygodnia to jednak trochę za mało.

 

Grać w kometkę można 2 razy do roku, dla przyjemności. Tańczyć w klubie disko możesz co tydzień albo co miesiąc, kiedy chcesz. Zanurkować w ciepłym Morzu Czerwonym również. Porzucać ringo, frisbee i polepić bałwana jak wyżej…
Ale żeby zostać profesjonalistą, który osiąga DUŻE wyniki w tej samej dyscyplinie potrzebny jest jednak stały i konkretny wysiłek treningowy.
Otylia Jędrzejczak pływa codziennie po kilka godzin, trenuje prawie codziennie. I jest EFEKT.

 

Pracuje z nią wielu ludzi, którzy pomagają jej osiągnąć formę niebotyczną dla kogoś kto „po prostu” zdał na kartę pływacką.
Tymczasem w uwodzeniu pokutuje wiele radosnych mitów, przy których mit „GRY NATURALNEJ” to doprawdy czubek góry lodowej.

 

Weźmy na warsztat tematykę SZKOLEŃ z UWODZENIA. Ludzie mają na ich temat wiele różnych opinii. Najczęściej skrajnych.

 

Spora część osób przeciwnych szkoleniom (PS) reprezentuje postawę:
„Stary po co Ci takie szkoły ? Przecież i tak wszystko siedzi w Twojej głowie do wszystkiego możesz dojść sam.”
„Przy dobrej motywacji możesz osiągnąć wszystko i to bez tych całych kursów.”

 

Sprawa jest jednak trochę bardziej złożona. Sam prowadzę takie szkolenia więc oczywistym jest, że reprezentuje stanowisko zwolenników szkoleń (ZS).
Gdyby tylko przy dobrej motywacji dało się osiągnąć wszystko, to Powstanie Warszawskie by zwyciężyło i być może żylibyśmy w innej rzeczywistości…
Żeby TYLKO MOTYWACJĄ można było wejść do pierwszej ligi zamiast grac na podwórku to musiałaby to być ZAJEBIŚCIE, CHOLERNIE WIELKA motywacja.
Gdyby tak było każdemu łatwo, to iluż było by geniuszy i noblistów w Polsce, iluż rekordzistów świata w sporcie itd.

 

Z tym jest też jak z jazdą samochodem. Możesz po prostu sobie jeździć nim do pracy. A możesz też chcieć jeździć jak Hołowczyc, czy może nawet Kubica. Jest różnica prawda ?

 

Motywacja w uwodzeniu to Twoje paliwo, potrzebujesz jeszcze sprawnego samochodu, nauki jazdy i porad specjalistów itd. Nie wystarczy forum pasjonatów samochodowych. Albo inaczej – do jazdy po mieście wystarczy, do wyścigów z kolegami i kręcenia „bączków” na śniegu też. Ale już do osiągnięcia rzeczy wielkich same dobre chęci nie sprawią, że osiągniesz poziom mistrzostwa.

 

Tak swoją drogą często słyszę o 4 poziomach kompetencji :
1. nieświadoma niekompetencja
2. świadoma nie kompetencja
3. świadoma kompetencja
4. nieświadoma kompetencja
Większość osób zapomina jednakże o 5 poziomie.
5. mistrzowska kompetencja

 

Wracając na uwodzeniowe podwórko…
Na szczęście nie ograniczają nas warunki techniczne, sprzęt, finanse też w mniejszym stopniu. Lecz cały aspekt kompetencji jest ten sam.

 

Uwodzenie kobiet w klubie studenckim, „mordowni” czy innym low-levelowym miejscu to jednak trochę co innego niż w elitarnym klubie. Gdzie osób wyglądających ogólnie mówiąc „kiepsko”, czy nie zadbanie, nie ma. Po prostu nie przeszli selekcji.
Uwodzenie biednych, grzecznych, zahukanych studentek to co innego niż pewnych siebie i swojej atrakcyjności kobiet sukcesu, pięknych, bogato ubranych, zadbanych, przyzwyczajonych do luksusu. Modelek, tancerek, bogatych bussineswoman, poszukiwaczek sponsoringu (tak, te też są w takich klubach – i proszę bez moralizowania mi tutaj, że one są be).

 

To inna liga uwodzenia. Choć feministki mnie za to pewnie nie pokochają 😉
Liga, w której nieoczekiwanie na pierwsze miejsce wychodzi metoda Mysterego, dogmatyczna i systematyczna. Oparta NA KONKRETNYM PLANIE GRY. A tak nie lubiana przez wszelkich zwolenników „naturalności”. I co ciekawe metoda niekoniecznie odnosząca sukcesy w klubie low-levelowym.

 

Bo moim zdaniem dogmatyczna Mystery Method nie jest absolutnie najlepszą metodą dla nowicjusza.

 

Powtórzę to jeszcze raz.

 

Dogmatycznie stosowana Mystery Method nie jest najlepszą metodą dla nowicjusza.

 

Rozwinę tą myśl w jednym z kolejnych moich postów, a teraz powrócę do szkoleń.
Ludzie przygotowując się do matury, egzaminów gimnazjalnych lub na studia bardzo często korzystają z „korków”, kursów przygotowawczych, itp. A przecież wszystko siedzi w głowie, „przy właściwej motywacji nauczysz się sam”.
Czy aby na pewno ???

 

Czy nie jest raczej tak, że tylko nieliczni „sami” świetnie się uczą, osiągają fantastyczne wyniki w szkole, sporcie. Ktoś powie, że edukacja w Polsce i na świecie nie stoi na najwyższym poziomie. OK.
Ale dlaczego tak mało jest tych samorodnych „geniuszy” SKORO WSZYSTKO SIEDZI W TOBIE ?? Dlaczego nie każdy, siedząc tylko na lekcjach, osiąga 5-tki i 6-tki, SKORO WSZYSTKO JEST W TOBIE ?
Widać Ci „geniusze” którzy sami sobie świetnie radzą i w 2 klasie podstawówki piszą maturę robią coś ze swoją głową innego niż wszyscy. Ale to już inna sprawa i inna bajka.
A co mają powiedzieć Ci co jadą na 3-kach i 4-kach? A też by chcieli umieć więcej, lepiej, szybciej ?
Sami maja sobie szukać w głowach? Sami odkrywać koło? Sami walczyć w pocie czoła ze swoimi słabościami?

 

To  milutki obraz filmowy, gdzie KARATE KID lub inny dziarski wojownik  dzielnie walczy sam ze sobą, żeby nagle po 3 miesiącach pokonać Bardzo Złego i Negatywnego Bohatera i w nagrodę dostaje też dziewczynę. Taki film ku po krzepieniu serc, powinien być szkolną lekturą. Uwielbiam go 🙂

 

Czasy amatorki i prowizorki w wielu dziedzinach życia na szczęście mamy za sobą.
Wyobraź sobie, że chcesz się nauczyć świetnie tańczyć breakdance, a nigdy nie tańczyłeś. Widziałeś tylko klipy na YT i w telewizji oraz masz książkę. Masz też znajomych którzy trochę tańczą i mogą Ci parę prostych figur pokazać. To jest dobre na początek. Lecz dojdziesz do punktu, gdzie minimalne podstawy to dla Ciebie będzie za mało. A koledzy z podwórka nie będą Ci potrafili pomóc w Twoim rozwoju. I co wtedy ? Przecież chcesz być świetny, może nawet na poziomie mistrzostw Polski.
Ok., może znajdziesz kogoś kto będzie lepszy i Cię nauczy. I nie będzie chciał za to niczego. A może nie znajdziesz. I będziesz próbował uczyć się z książek, z videoclipów.
Nie ma w tym nic złego. Tak przecież kiedyś robili pionierzy tych dyscyplin.

 

Lecz teraz szkolenia breakdance są normalnym rynkowym produktem. I możesz w szkołach tańca znacznie podwyższyć swój poziom (Jak chciałem się uczyć breaka w połowie lat 90-tych to było ciężko znaleźć jaką kolwiek grupę ludzi to tańczących, a w szkołach tańca nie były prowadzone żadne tego typu zajęcia, era You Can Dance zmieniła wszystko).

 

Bo nie chcesz miesiącami czy latami wyważać już otwartych drzwi. Nie będziesz odkrywał Ameryki w konserwach, czy wynajdywał koła.

 

Jak masz 18 lat i kupę życia przed Tobą to możesz się bawić w swawolnego dyzia. Masz czas.

 

Ale jak masz np. 30-tke lub 40tkę na karku to co wtedy ?

 

Chcesz sam odkrywać i eksperymentować na sobie z technikami z książek o uwodzeniu czy filmów z sieci?
Proszę bardzo…

 

Być może inny facet w tym czasie poderwie kobietę, na którą Ty masz ochotę, ale Ty w tym czasie sam eksperymentowałeś z technikami na You Tube lub Twój poziom jeszcze nie był wystarczający, żeby ją sobą zainteresować.Ja nie mam na to czasu…

 

W uwodzeniu dotarłem kiedyś do takiego momentu, że przestałem się rozwijać właśnie z podobnych powodów. Nie było ludzi na forach, którzy w jakikolwiek sensowny sposób mogliby mi pomóc i pchnąć krzywą nauczania wyżej. Dlatego zdecydowałem się szkolić u zagranicznych uwodzicieli z GRY – Mysterego, Rossa, Zana, Steve`a Picussa itd. To zdecydowanie pchnęło mnie dalej w uwodzeniu.

 

Mała dygresja z dawnych czasów… Kiedy trenowałem karate wielokrotnie jeździłem na obozy, aby doskonalić swoje umiejętności. Bo gdy w tym samym czasie ćwiczyłem karate z kolegą, to nie było szans, żeby osiągnąć choćby 50% intensywności takiej jak na normalnym treningu.

 

Do (PS): Nie musisz płacić kasy za zmianę swojego życia czy stawanie się lepszym. Wstępne doświadczenie możesz zdobyć z kimś kto też jest zainteresowany tematyką PUA i rozwoju osobistego.
Może dojdziesz do zadowalającego Ciebie poziomu, lecz zajmie Ci to więcej czasu niż z pomocą kogoś dużo bardziej kompetentnego. A czas to pieniądz w dzisiejszych czasach.

 

Szkolenie jest akceleratorem, bo uczysz się na moich błędach nie swoich. Szkoda Ci na nie czasu. Bo dostajesz sprawdzone techniki, przekonania i umiejętności. Przefiltrowane i zweryfikowane przez rzeczywisty świat i życiowe sytuacje.

 

A dopóki opinia (PS) na temat porównania szkolenia do własnej pracy z kolegą, ebookami, filmami jest tylko halunem (bo wydaje się PS-owi jak jest na szkoleniu, mimo ze nie ma takiego realnego doświadczenia, bo nie był przecież na szkoleniu) to dyskusja ZS z PS jest tak naprawdę bez przedmiotowa. Jak ze ślepcem o kolorach.

 

Szkolenie jest akceleratorem Twojej krzywej nauczania. Jeśli tylko instruktor jest kompetentny i spójny. I jeśli Ty sam sobie na to pozwolisz.

 

Ponieważ nikt inny poza tobą nie może cię tak naprawdę „naprawić”. To na Tobie ciąży największa odpowiedzialność za swoją zmianę. Na nikim innym.
Możesz przyjść na szkolenie, ponarzekać i żyć nie naprawionym przez resztę życia. Przez resztę życia jęczeć „to nie moja wina, zapłaciłem za szkolenie żeby mnie naprawili i nie zadziałało, to nie moja wina, bo taki już jestem !!”.

 

Możesz jęczeć w duchu, pisać na forach czy blogu, że szkolenie nic nie dało.
(albo gorzej, że w ogóle całe PUA nic nie dało i jest się dalej nieszczęśliwym, znam takie przypadki od lat)

 

Ale skończysz w samotności. I całe życie będziesz samotny. Kot, pies lub akwarium się nie liczy.

 

Na Tobie czytelniku leży pełna odpowiedzialność za naprawienie tej sfery twojego życia. Bo to jest TWOJE życie. Nie moje.

 

A jeżeli już dokonasz lub dokonałeś wcześniej tego mądrego wyboru to zapraszam za dni kilka do dalszej części cyklu czyli:
„I ty zostaniesz… uwodzicielem 🙂 ”

Udostępnij na:
Adept

Adept

Zaczałem naukę nowoczesnego uwodzenia w 2005 r. Od 2006 r. pomagam facetom stać się seksualnie atrakcyjnym dla kobiet. Uczę o czym mają rozmawiać i jak zdobywać takie kobiety, które się im podobają. Likwiduję problemy z brakiem pewności siebie z kobietami. Pomagam też odzyskiwać byłą partnerkę (żonę lub dziewczynę).
2 komentarze
  1. Anonymous

    A propos (PS): dodatkowym argumentem dla nich może być marna jakość szkoleń, na których byli. Osobiście raczej zaliczam się do (ZS), na szkoleniu WL jeszcze nie byłem. Mam jednak nieciekawe doświadczenia z różnej maści "mistrzami"… Na przykład na jednym szkoleniu dwóch prowadzących przez cały czas unikało kontaktu wzrokowego ze mną (bo może nie wyglądam jak zahukany nastolatek i zdarza mi się zadawać niewygodne pytania;) Na innym (praktycznym) prowadzący bali się podchodzić do nieznajomych kobiet (sic!) NO a potem czytam "relację" z tego szkolenia (podobno napisaną przez jednego z kursantów) że było super, trzęśliśmy klubami nad morzem, każdego dnia rano wylegiwaliśmy się z innymi laskami na plaży, etc… I się zastanawiam, czy ja na pewno byłem w tym samym miejscu i w tym samym czasie…

    Zgadzam się z tym, że jeśli trafi się na odpowiedniego mistrza-mentora, to rozwój skacze o 1000%. Ale na rynku jest sporo uwodzicieli-samozwańców, którzy psują reputację tego "zawodu"… I jak się trafi na takiego, to trudno się potem znowu zebrać na tego typu wydatek w innej szkole (ceny szkoleń są niby przystępne, ale jednak jak by nie było to dość trochę kasy – za którą można zrobić niezłą weekendową imprezę;)

    16 czerwca 2010 at 19:00 - Odpowiedź
  2. Anonymous

    Witaj Adepcie,piszesz że te szkolenia są takie dobre.Ale jak mi wytłumaczysz fakt że 99% społeczeństwa.Poznaje nowe dziewczny,kobiety,bez takich szkoleń.Czyżby wszyscy oni mieli takie szczeście,lub aż taką motywacje.Jak to skomentujesz?A swoją drogą to wszyscy moi znajomi poznali swoje partneki bez takich szkoleniach,to w takim razie po co takie szkolenia jeśli prawie wszyscy radzą sobie bez nich.Ja myśle że to jest tak jak z tą viagrą dla kobiet.Niby jast potrzebna,ale tak naprawde to tylko chodzi oto aby wymyślić sztuczny problem,i zgarnąć grube miliardy dolarów.A wracając do tych cen za te kursy to są astronomiczne.

    1 lipca 2010 at 05:45 - Odpowiedź

Wyślij komentarz

Your email address will not be published.

8

Lat blogowania

25

Napisanych poradników o relacjach i pewności siebie

+100

Nagranych filmów z tematyki relacji damsko-męskich

+500

Napisanych tekstów na blogu

+100.000

Odwiedzin bloga na miesiąc

"Uwodziciele" 2009, reż. K. Szołajski

WYWIADY W MEDIACH Z "ADEPTEM"

Pobierz Gotową Formułe Uwodzenia Słowami

  • Gotowe Teksty na Seks z Kobietą
  • Triki Seksualnego Dotyku i Kontaktu Wzrokowego
  • Seksualne Wzorce Tekstów na Niedostępną Kobietę
Close this popup

Twój Email Jest Bezpieczny. Nigdy go nikomu nie przekażę

Pobierz Gotową Formułe Uwodzenia Słowami

  • Gotowe Teksty na Seks z Kobietą
  • Triki Seksualnego Dotyku i Kontaktu Wzrokowego
  • Seksualne Wzorce Tekstów na Niedostępną Kobietę
Close this popup

Twój Email Jest Bezpieczny. Nigdy go nikomu nie przekażę

Przeczytaj poprzedni wpis:
Czy uwodzenie jest łatwe… albo kto jeszcze chce zostać samcem ALFA ? cz.4

Wyczerpuję już pomału tematykę GRY NATURALNEJ, ale ona wciąż kontratakuje z każdej strony. Często słyszę albo czytam maile, posty, gdzie...

Zamknij